niedziela, 19 sierpnia 2018

Zardzewiały "Maluch" 30x45 cm.



Coś mnie ostatnio naszło żeby "wypatchworkować" jakiś pojazd. Już tak mam, że często zachwycają mnie rzeczy małe i mało popularne. Przez to w czasie podróży robię zdjęcia takim rzeczom jak drzwi, stare samochody, kołatki na drzwiach (mam sporą kolekcję zdjęć kołatek z Florencji i San Giminiano!), itp. Prędzej też zainteresuje mnie coś zardzewiałego niż lśniącego z nowości. Kura, kaczka a nie np. orzeł to są moje klimaty.
Nic dziwnego więc, że tak mnie rozczulił ten wiekowy maluszek. Zdjęcie zrobiłam w Castiglione della Pescaia we Włoszech w 2013 roku.


Dopiero w trakcie układania obrazka zorientowałam się, że ten Maluch nie miał bocznych lusterek! Czyżby starsze modele ich nie miały? Nawet i lepiej, bo takie detale nie zawsze trzeba uwzględniać w obrazkach. Z wycieraczek też ostatecznie zrezygnowałam, uznałam to za zbyt mało istotny szczegół.

Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Mylicie się jeśli myślicie, że ja tak po prostu usiadłam, wyciągnęłam album ze zdjęciami i zaczęłam szyć obrazek. Co to to nie, to nie jest takie poste. Najpierw było kilka prób. 
Zaczęłam od próby zobrazowania za pomocą tkanin tego samochodziku. To jest małe, stare Renault, zdjęcie zrobione w tym samym miasteczku we Włoszech, tylko kilka lat wcześniej, w czasie innej podróży, w 2009 roku. 


Jak widzicie coś tam wyszło ale jakoś tak niezgrabnie. Zanotowałam sobie kilka spostrzeżeń i odłożyłam tą pracę na wieczne nigdy. 
Po tym wzięłam się już za maluszka. Format A4. Kontury pikowałam przez kalkę, posługując się metodą Uli Buczkowskiej, której jestem wielką fanką i uczennicą. Jej prace możecie podziwiać na tym blogu: https://www.buktole.com/ oraz na okazjonalnych wystawach na żywo. Ula jest mistrzynią tej metody i daleko mi do jej fantastycznej techniki posługiwania się kolorami. Koniecznie obejrzyjcie jej prace, można się z nich wiele nauczyć i wspaniale zainspirować. Jej metoda przez kalkę pozwala uzyskać bardzo satysfakcjonujące wyniki pracy ponieważ prowadzi proces tworzenia od ogółu do szczegółu. 


Po wypikowaniu konturów pieczołowicie układałam poszczególne plamy kolorów i kolejno przyszywałam je do tła w obrębie tych konturów. 


Mocniejsze kontury i uszczelki wyszyłam za pomocą czarnego kordonka przyszywanego drobnym zygzakiem. Wykorzystywania nici podczas szycia obrazków również nauczyłam się od Uli.


W tej wersji zrobiłam wycieraczki ale zaraz po ich wyszyciu bardzo tego żałowałam. Tu mi też nie równo wyszły okienka, a trochę przyszytych nici prułam i naszywałam na nowo. Taki swego rodzaju trening.


Wiedziałam już, że ta wersja jest spisana na straty więc jeszcze spróbowałam poukładać tło, podążając przy tym za tym co było na zdjęciu. Nie spodobał mi się ostatecznie ten pomysł i uznałam, że przy kolejnej wersji nie będę aż tak inspirować się oryginałem i wymyślę własne tło. 


Do kolejnej wersji, co do której nadal nie miałam pewności czy będzie udana i ostateczna, przygotowałam sobie własną wersję malucha. Wydrukowałam zdjęcie (czarno-białe bo tylko taką mam drukarkę ale może to i lepiej) i pokolorowałam je lekko kredkami akwarelowymi.


Tam gdzie na zdjęciu było choć odrobinę rdzy, ja dorysowałam tą rdzę razy dziesięć. Pomieszałam zielenie, brązy, czerwienie i ciemny żółty żeby uzyskać fajny zgniły kolor.


Gdzie nie gdzie żywszy a gdzie indziej zgniły. Kredki rozprowadziłam wodą i wyszła taka akwarela. Uznałam, że taki zardzewiały Maluch jest bardzo ciekawy. Refleksów światła na nim nie było bo stare Fiaty miały kiepski lakier, który szybko robił się matowy. A na tym starym Fiaciku to już zupełnie nie było ani jednego błysku i jak dla mnie super. Przygotowanie własnej wersji obrazka, stworzenie go własną ręką, pozwala też dobrze poznać temat, który chcemy "przetłumaczyć" na tkaninę a co za tym idzie, stworzyć piękniejszy obrazek :-) Ja już chyba umiałabym narysować takiego malucha z zamkniętymi oczami a to znaczy, że porządnie zagłębiłam się w temat. 


Do tak przygotowanego zdjęcia wybrałam odpowiednie kolorystycznie szmatki. Podpatrując lepszych, głównie Ulę, nauczyłam się, że dobrze jest używać kilku odcieni do przekazania nawet jednego koloru, bo daje to nam wrażenie autentyczności i jest zwyczajnie ciekawsze.


Przez kalkę wyszyłam tylko kontury i dalej układałam już poszczególne kawałeczki materiałów. Ułożone fragmenty przyszywałam a jak chciałam zostawić przyszycie na później to wspomagałam się klejem biurowym, żeby mi nic nie poodpadało i się nie poprzesuwało. Zdjęcie miałam cały czas przed oczami. 


Mocniejsze kontury i uszczelki, również wyszyłam czarnym kordonkiem, tak jak przy wcześniejszym obrazku. Jak widzicie ja lubię wszystkie charakterystyczne cechy mocno podkreślić na wersji z materiału. Wydaje mi się, że aby materiałem dobrze oddać charakter danego przedmiotu to trzeba właśnie wszelkie charakterystyczne plamy pomnożyć przez 10. Jednocześnie jednak trzeba to zrobić tak aby całość grała tą samą melodię, czyli jedno mocniejsze podkreślenie musi pociągnąć za sobą kolejne, i tak dalej na całym wybranym fragmencie lub obrazku.

Tak wyglądał sam maluch, skończony, bez tła. Wymyślenie tła zostawiłam sobie na kolejny dzień. Nie skupiałam się widzicie jednakowo na wszystkich elementach. Całkowicie odpuściłam opony bo było tam dużo drobnych plamek, których robienie było bez sensu. Odpuściłam też wycieraczki i zrezygnowałam z wykonywania tej srebrnej folii pod przednią szybą. Nikt nie byłby w stanie rozpoznać tego przedmiotu gdybym próbowała go na moim obrazku przekazać. Uważam, że jak na obrazek patchworkowy i tak wrzuciłam tu dużo elementów, mam nadzieję, że nie za dużo, żeby oko nie zwariowało. Pomyślałam, że jednak jest to pojazd, obiekt techniczny, więc można z detalami trochę poszaleć. Zupełnie inaczej podchodzę np. do ptaków, gdzie najważniejsze jest oko, potem głowa a dopiero potem cała reszta, która może się rozmywać im dalej od głowy.


Sen przynosi najlepsze pomysły. Wstałam i wiedziałam, że tło zrobię z pasków ułożonych w liniach perspektywy, w której już znajdował się Maluch.


Ułożyłam kolejno od góry biele, beże, róże, szarości, niebieskości i czernie na samym dole. Zielone kropki nie były w planach ale były na użytym szyfonie i spodobały mi się. Taka sympatyczna intruzja. Wszystkie kolejne pasma kolorów znalazły się w poszczególnych pasach wyznaczonych przez linie perspektywy. Pikowanie wymyśliłam w takiego jakby rozciągniętego i zarazem kanciastego trzmiela (tzn. lot trzmiela jeśli chodzi o właściwą nazwę tego sposobu pikowania). Na koniec zrobiłam granatową ramkę. Cały obrazek ma wymiary 30 na 45 cm. 



Tak sobie wisi na ścianie i mnie cieszy. 



Podsumowując napiszę, że dojście do ostatecznego kształtu Maluszka zajęło mi prawie tydzień. Pierwszą próbę z małym Renault zrobiłam w poniedziałek 13-go sierpnia a ostatecznego malucha obszyłam ramką wczoraj, to jest w sobotę 18-go. Pracowałam po kilka godzin dziennie i w tym czasie nie zajmowałam się żadnym innym szyciem. 
Myślę, że efekt był tego wart, a także to ile się przy tym nauczyłam o szyciu obrazków o takiej tematyce. 
Mam jeszcze w zanadrzu kilka takich zdjęć z wakacji, które już czekają w swojej kolejce i zabiorę się za nie z większą odwagą i poczuciem, jakby to powiedzieć, bycia ekspertem, hihi :-)



Mam nadzieję, że podoba się Wam moja wersja małego Fiacika i że tak samo jak mnie rozczula Was jego widok, w końcu to kawał naszej historii i taki charakterystyczny symbol PRLu :-)
Pozdrawiam Wszystkich Zaglądających!!!

7 komentarzy:

  1. Super wyszło! Fajnie, że są zdjęcia z produkcji. Jeździłam w młodości takim białym maluchem rodziców.
    AgaM

    OdpowiedzUsuń
  2. Moj ostatni Maluch byl czerwony…
    Swietnie ci to autko wyszlo, jestes mistrzynia czterech kolek!!!
    Dziekuje za polecenie bloga Uli, zajrzalam i.... wsiaklam!
    Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kinga masz bardzo dużo cierpliwości no i jesteś pomysłowa w tym co robisz.Ja nigdy nie porywałam się na takie cuda,
    i dlatego jestem pełna podziwu.Pozdrawiam do następnego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wielka szkoda że tak mało osób wchodzi ba tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się dziwię, że tak mało komentarzy.
      AgaM

      Usuń
    2. Dzięki za miłe słowa, to pewnie moja wina bo sama jestem mało ostatnio aktywna na blogu :)

      Usuń