niedziela, 12 listopada 2017

Pranie biustonosza - jak to robię. Porady i wskazówki.


Wiem, że nie wynajdę tym wpisem Ameryki ale skoro tu do mnie zaglądacie, to może moje porady przydadzą Wam się i w tej kwetii.
W jaki sposób piorę swoje biustonosze? Piorę je ręcznie. Tak, wiem, że większość z Was pewnie nie lubi ręcznego prania ale ja nie miałabym sumienia wrzucić do pralki biustonosz nad którym tyle się napracowałam.
Gdy pomyślę ile godzin zajęło mi szycie, dopracowywanie szczegółów, projekt w ogóle na samym początku i że to wszystko mogłaby w jedną godzinę zniszczyć pralka...to już wcale mnie to pranie ręczne nie boli.
Wiem co powiecie, są specjalne płyny, są kule i siatki i specjalne programy do delikatnego prania w pralce.
Płyny - ok, akceptuję.
Kule - z kilku źródeł wiem, że się nie sprawdzają, potrafią się otworzyć w czasie prania, przez otwory wychodzi materiał i zaczepia o inne rzeczy w pralce, zajmują dużo miejsca w bębnie i wcale tak dobrze się w tym stanik nie dopiera.
Siatki - tiulowe siateczki do prania delikatnych rzeczy, są ok do rajstop i delikatnych bluzek, sama używam ale nie uchronią fiszbiny biustonosza przed wygięciem.
Programy do delikatnego prania - mmmm, to wciąż pralka. Gdy już zamknę jej drzwiczki, nie mam kontroli nad tym w jaki sposób w bębnie porusza się i gniecie stanior.
Ponadto, pranie w pralce powoduje szarzenie kolorów.

Nic mnie zatem nie zniechęci do delikatnego prania ręcznego (szczególnie białej bielizny!) a trwa to tylko chwilę, zobaczcie sami.
Upiorę z Wami mój nowy welurowy biustonosz na kopce z pianki. Już go znacie, jest to TEN BIUSTONOSZ. Wkładam go do zlewu, nalewam tyle ciepłej wody żeby go zakryło i wyciskam trzy pompki mydła w płynie NIVEA. Mydełko rozpuszczam w wodzie, troszkę ugniatam biustonosz żeby woda z mydłem weszła w tkaninę i tak zostawiam na kilka minut. Można zostawić nawet na 10 min.

Po upływie tego czasu znów trochę ugniatam biustonosz a następnie biorę go w ręce, wewnętrzną stroną do góry i pocieram jedną połową biustonosza o drugą, aż zrobi się trochę piany. Trę o siebie wewnętrzne części biustonosza.
 

Jeśli się nie pieni to dodaję trochę mydła (wiem, że powstawanie piany nie jest warunkiem dobrego prania, ja ją poprostu lubię :-> ) -  wylewam na dłoń i rozcieram na wewnętrznych stronach biustonosza. Pocieram delikatnie jedne części o drugie tak aby umyć wewnętrzne strony gum i fiszbin. W tych miejscach biustonosz dotyka najmocniej do skóry i brudzi się o nią. Brudzi się o złuszczający się naskórek, balsamy których używamy i pot.
Oddzielnie myję ramiączka, również przez pocieranie ich o siebie, one również się brudzą, zwłaszcza od wewnętrznej strony.
Nie trę zbyt długo, najwyżej trzy minuty, to naprawdę wystarczy żeby go uprać.
Potem już płuczę.
Spłukuję pianę pod bieżącą wodą. Obracam chwilę biustonosz pod kranem żeby większość piany wypłynęła z materiału.Nie płuczę w płynie do płukania tkanin. Może będzie to dla Was zaskoczeniem (dla mnie było) ale płyny do płukania tkanin niszczą biustonosz, niszczą jego elastyczność. Czytałam o tym już w kilku miejscach.


Następnie delikatnie wyciskam nadmiar wody. Piankę też ściskam ale lekko.


Obok zlewu rozkładam CZYSTY (!) ręcznik  i przyciskam nim biustonosz. Nie zgniatam w rękach, nie ugniatam "w kulkę". Biustonosz leży na ręczniku a ja pozostałym kawałkiem ręcznika nakrywam go i naciskam w każdym miejscu żeby zabrać nadmiar wody.


Teraz suszenie. Jeśli akurat mam miejsce to biustonosz suszę rozłożony na ręczniku.
Uwaga WAŻNE - jeśli pierzecie biustonosz z miseczkami z pianki, należy koniecznie przed suszeniem przywrócić miseczkom ich kształt. Dłonią, od wewnątrz miseczki, wypycham ją delikatnie z powrotem do góry aż nie będzie żadnego wgniecenia.

Czasem przewieszam stanik przez ręcznik, wieszając za mostek. Sprawdzam czy w trakcie wieszania miseczki się nie wgniotły. Jeśli tak, to je poprawiam.

Jeżeli biustonosz trochę cieknie, to rozkładam ręcznik na fragmencie suszarki do prania i na nim go kładę. Pod spodem wisi jakieś pranie ale zdąży sobie wyschnąć i jedno i drugie.
UWAGA - nie wieszam blisko kaloryfera ani nie suszę bezpośrednio na słońcu (w lato).


Jak zatem widzicie, moje staniorki mają więc u mnie życie jak w Madrycie. A jak Wasze? :-) Napiszcie koniecznie w komentarzu o swoich doświadczniach - jeśli nie mi, to może innym czytelniczkom bloga się przydadzą. My kobiety, powinnyśmy sobie w takich (i we wszystkich innych również) kwestiach pomagać :-)
Pozdrawiam Was serdecznie!!!

8 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze radzisz, staniki prane ręcznie mają znacznie lepsze życie, nawet bez płynu do płukania (już w przypadku czarnej bielizny szczególnie). Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć,
    Mój sposób na pranie jest prawie taki sam, tylko suszę na ręczniku położonym na kalaryferze, żeby szybciej schło.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej to mam nadzieję że ten kaloryfer to na słabe grzanie jest nastawiony 😊

      Usuń
    2. Właśnie nie musi być, bo dwie warstwy ręcznika powodują, że nawet super rozgrzany kaloryfer robić się tylko lekko ciepły.

      Usuń
  3. Nie tylko biustonosz może ucierpieć , pralka też. Kiedyś w mojej pralce fiszbiny zablokowały bęben. I a propos Twoich stylizacji z wyeksponowaną piękną bielizną, to znalazłam w starej burdzie zdjęcie z pokazu mody: modelka ma na sobie garnitur, a pod spodem biustonosz z takiej samej tkaniny zamiast bluzki.Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o fiszbinach uszkadzających bęben też słyszałam, dobrze że napisałaś bo ja zapomniałam o tym wspomnieć. A ten trend o którym piszesz to wcale bym się nie obraziła gdyby wrócił chociaż teraz w modzie wszystko jest dozwolone więc myślę że spokojnie można bluzki gorsetowe pod marynarki nosić 😊

      Usuń
  4. Ja kupiłam specjalną śiateczkę ,uszyta jak woreczek zamykana na szuwak.Teraz każdy biustonosz piorę w pralce nic
    się nie dzieje.Oczywiście z delikatnymi ubraniami i na odpowiednim programie.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fiszbiny demolują pralkę! Wiem, bo sobie to zrobiłam. Zniszczyłam i nową bieliznę, i pralkę. Oduczyłam się raz na zawsze. Płyny do płukania to pachnący, ale szatański wynalazek. Oklejają włókna tkanin subtelnie, ale konsekwetnie. Robią to, co odżywka z włosami, która - jeśli jej za dużo - obciąża włosy. Nasze mamy doskonale wiedziały, że płyn zmiękczający należy stosować wyłącznie do tkanin syntetycznych i z umiarem. Naturalnym włóknom nie pomagają, ale szkodzą. Pranie ręczne... Ciągle mnie zastanawia skąd w ludziach wstręt do tej czynności, a przecież odzieży nie grozi zdefasonowanie, zszarzenie, odbarwienie, sfilcowanie, itp. Pozdrawiam miłośników przepierek! Serdeczności, Agnieszka

    OdpowiedzUsuń