środa, 20 kwietnia 2016

"Perspiration shields" - czyli ochraniacze pachowe :-)

W mojej bardzo mądrej książeczce, pt. "Couture Sewing Techniques" znalazłam temat dotyczący wykańczania odzieży wykonanej z bardzo cennych tkanin, szczególnie jedwabi. Chodzi mianowicie o element wykończenia chroniący te obszary bluzki, które są najbardziej narażone na niekorzystne działanie potu. W języku angielskim zostało to nazwane "perspiration shields" i nie bardzo mam pomysł jak to nazwać po polsku. Ochraniacze przeciwpotne? Potniki?

Może na dziś niech będą to po prostu ochraniacze :)
Pot jak wiadomo niszczy i odbarwia tkaninę w okolicach pach. Szczególnie jest to widoczne po pewnym czasie na odzieży białej, nawet jeśli się zazwyczaj mocno nie pocimy a dana odzież jest luźna. Zatem, jeżeli szyjemy sobie bluzki z drogiego jedwabiu, warto zadbać o ten obszar :-)
Rzeczone ochraniacze wykonuje się z jedwabiu (tego samego co bluzka lub cielistego) lub jedwabiu połączonego z bawełną (dla zwiększonej ochrony). Szyje się półksiężyce i przymocowuje je do podkrojów pach. Można wszyć ochraniacze tylko na części tułowia lub również w części rękawa.
Temat bardzo mnie zainteresował, szczególnie że ostatnio dużo szyję z jedwabiu i gdy na mój stół trafił oryginalny kawałek jedwabiu z lat trzydziestych (!) wiedziałam, że wyposażę tą bluzkę właśnie w takie ochraniacze.
W celu wykonania ochraniaczy idealnie dopasowanych do bluzki, na podstawie jej wykroju sporządziłam osobno ich wykroje. Oddzielnie przygotowałam wykrój ochraniacza, który będzie ułożony w rękawie a osobno wykrój tego, który będzie leżał na części tułowia.


Aby zapewnić bluzce maksymalną ochronę, wykroiłam ochraniacze z jedwabiu (wierzch) oraz bawełny (środek).


Wykrojone części ułożyłam jedna na drugiej tak aby część środkowa była na spodzie. Po zeszyciu i wywróceniu na prawą stronę, ta część znajdzie się w środku ochraniacza pomiędzy dwoma warstwami jedwabiu.


Zeszywam ochraniacz pozostawiając niewielki otwór do wywrócenia.



Po wywróceniu i rozprasowaniu ochraniacza, otwór zaszywam ręcznie na okrętkę:


Dolne ochraniacze są do rękawa a górne do części tułowia.


Przyszywam obie części do szwu pachowego:


Próbowałam to robić ręcznie ale nie do końca podobał mi się efekt. Wiem, że to tylko pacha i w dodatku lewa strona, ale nie mogę, nawet w takim miejscu nie przeżyję bubla, nie spałabym spokojnie :-)
Po kilku próbach doszłam do takiego sposobu - ściegiem zygzakowym jednocześnie przyszyłam do szwu i zeszyłam ze sobą obie części ochraniacza. Wymagało do pewnej precyzji i skupienia, żeby ładnie wszystko ułożyć i przeszyć jednym szwem, ale udało się i dopiero taki efekt mnie zadowala :-)


Jeden pojedyńczy szew pozwoli również na wymianę w przyszłości ochraniaczy, bez obawy o zniszczenie oryginalnego materiału. Dwa gęste ręczne szwy mogłyby nadwyrężyć cieniutki zapas szwu, zaś jeden zygzak, gdzie igła wkłuwa się pojedynczo, co kawałek, to dużo mniejsza ingerencja w tkaninę.


Teraz już mogę być spokojna o tę piękną bluzkę z tak cennego jedwabiu :-)


Polecam Wam ochraniacze :-)
Pozdrawiam!!!

12 komentarzy:

  1. Można też używać specjalnych jednorazowych, samoprzylepnych wkładek :) Ale oczywiście takie rozwiązanie jak twoje jest dużo bardziej estetyczne i ekologiczne przy okazji. Może się pokuszę o coś podobnego, bo mam w planach uszycie białej koszuli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze ze poruszyłaś temat tych jednorazowych bo zapomniałam w poście dopisać że inwestygowałam i ten temat i w zaprzyjaźnionej pralni, zdradzono mi, iż pozostawiają one na ubraniu swój klej, szczególnie na wełnie! Odradzam więc je zdecydowanie :-)

      Usuń
    2. Dobrze wiedzieć, dzięki. Do tej pory używałam ich tylko w żakietach i na wiskozowych podszewkach nie zauważyłam śladów. Ale z delikatnymi (i kosztownymi) tkaninami lepiej zapewne nie ryzykować :)

      Usuń
  2. Widziałam coś takiego raz w życiu w jakimś ubraniu mojej mamy pochodzącym najprawdopodobniej z lat 60-tych. I nazywało się to... potnik :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba powinnam i ja sobie takie cuś uszyć bo koszule pod pachami moment żółkną a to zawsze by je trochę zabezpieczyło prawda? Kinga jesteś w najnowszej Burdzie w galerii! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przed laty takie gotowe "potniki" kupowałam w pasmanteriach.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie stosowałam, ale może faktycznie warto. A potniki dalej można kupić - w sensie takie gotowe do wszycia jak komuś nie chce się bawić z robieniem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy pomysł, nigdy się z tym nie spotkałam.
    Kinga, cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga - piszesz bardzo ciekawie, a przede wszystkim czytelnie obrazujesz to zdjęciami :)
    pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam. Mam pytanie czy może znasz podobne pozycję w polskim języku "Couture Sewing Techniques" poszukuje książki o takim starodawnym szyciu o takich tajnikach. Ten post o tym potniku świetny. pozdrawiam Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, niestety nie znam takiej książki po polsku, mam ta i jeszcze zamierzam dokupić kolejne wydanie 🙂

      Usuń